Jak pożegnałem się z Foursquare

Nadszedł w końcu dzień, w którym pożegnałem się z Foursquare. Trochę mi smutno, żałuję. Ale w końcu sami mnie do tego zmusili.

Foursquare był do niedawna jedną z najczęściej używanych przeze mnie aplikacji mobilnych. Prosta, intuicyjna obsługa, możliwość tworzenia i śledzenia list, odkrywanie polecanych miejsc w najbliższej okolicy – nieźle to brzmiało i jeszcze lepiej działało. Przez kilka pierwszych tygodni korzystania z appki ogarnęło mnie prawdziwe szaleństwo zbierania odznak. Zostawiałem tipy, czasem dodawałem zdjęcia, stworzyłem własną listę lokali do których chciałbym się wybrać w bliżej nieokreślonej przyszłości. Pomimo małej ilości ofert, udało mi się znaleźć dwie miejscówki w Warszawie, w których skorzystałem z kuponów. Co więcej, przekonały mnie do siebie na tyle, że regularnie do nich wracam.

Foursquare app

 To prawda, w ostatnim czasie przestałem z tak samo dużym zaangażowaniem korzystać z dodatkowych funkcjonalności appki. Ograniczyłem się do checkinów, które czasem share’owałem na Facebooka. Robiłem to jednak regularnie. Stało się to kolejnym nawykiem – odwiedzam nowe miejsce, wchodzę na Foursquare’a, dwa dotknięcia palcem i jestem zameldowany. Foursquare był integralną częścią mojego mobilnego szaleństwa, równie istotną jak Facebook czy Instagram. Wtem, któregoś pięknego dnia, przy próbie checkinu dostałem od ukochanej appki w mordę.

Podoba Ci się Foursquare? W takim razie wal się! Teraz żeby się zacheckinować musisz pobrać Swarm – swój nowy, największy koszmar!

Zachętami do pobrania Swarm byłem bombardowany na Foursquarze od dłuższego czasu. Irytowały mnie – po co mam pobierać coś nowego, skoro mam już wszystko, czego potrzebuję. Nie spodziewałem się jednak, że w końcu zostanę do tego zmuszony. Cóż, spróbujmy – pomyślałem – pobiorę to coś i może będę mógł z powrotem meldować się przez Foursquare’a.

Odpaliłem Swarma i… BOOM! Przywitał mnie brzydki, niezrozumiały twór, który z miną kota ze Shreka błagalnie wyszeptał: zabij mnie…

Swarm

Tak więc, po długiej znajomości, zmuszony zostałem do podjęcia jedynej słusznej decyzji. Żegnaj Foursquarze. Pomimo wielkiej sympatii, nie będę korzystał z niedopracowanej, zamulającej i brzydkiej jak noc appki, w której procedura checkinu przypomina rejestrację w USOSie. Mógłbym wprawdzie się przyzwyczaić – ale po co? Wracam do meldunków na Facebooku – przynajmniej wszystko mam tu w jednym miejscu.

 

Wpis zainspirowany tekstem Davida E. Weekly.

Udostępnij: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn
  • email
  • Print